Ostatnio odważyłam się odwiedzić moją miejscową bibliotekę. 

Czemu odważyłam? Ponieważ znajduje się w ciemnej dzielnicy, w starym budynku. Drzwi wejściowe, aby je otworzyć, stanowią jedne wielkie wyzwanie. Ale to jeszcze nic. Bardziej przerażają mnie ci panowie, którzy zawsze stoją pod tymi drzwiami.
grrr …
 
Ale … wracają do tematu …
Wdrapałam się do mojej biblioteki, weszłam i poczułam piękny zapach książek. Założyłam kartę i poszłam na „łowy”. Wybór był OGROMNY. Trochę nie zrozumiały był dla mnie podział rzędów, ponieważ nie jestem żadną znawczynią literatury i podział na „literatura angielska”, „francuska” czy „włoska” jest dla mnie nowością. Zaczęłam bezradnie szukać elementu zaczepienia, ale była to syzyfowa praca. Wszędzie moim oczom pokazywała się „historia”. a historia i ja nigdy nie byłyśmy przyjaciółkami. Odważyłam się podejść do Pani, która zakładała mi kartę (jej mina i wzrok pokazywały, że szczytem jej marzeń jest, aby oprowadzać nowicjuszki po bibliotece). Pani coś „wydukała” i tyle – dalej nic nie wiedziałam. 
Zdjęłam kurtę i bezradna zaczęłam szukać choć jednej książki, która mnie zaciekawi. Krążyłam między półkami i udało się!
Małym druczkiem znalazłam napis na półce „Literatura piękna”. Hura!!!
 
Zaczęłam przeglądać książki, których wybór był naprawdę ogromny. Jednak, jak to ja, nigdy nie mogłam zdecydować się na coś szybko i konkretnie. O nie.
 
Wtedy moim oczom ukazało się jedno nazwisko Agnieszka Lingas-Łoniewska. Kojarzyłam je, ponieważ dawniej czytałam opowieści tzw. Agnesscorpio na forum związanym z „Twilight” oraz na chomiku. Kilka lat temu czytałam jej opowiadania, do czasu aż przestała publikować swoje prace, ponieważ podpisała umowę z wydawnictwem.
Trzymając jej książkę w ręku, zadałam sobie pytanie: czy dalej jej prace będą mi się podobać?
Dlatego chcąc to sprawdzić, przeczytałam wstęp do książki:

Imię: Liliana

Wiek: czy to istotne? Ech, dobra, dwadzieścia pięć… dziesięć lat temu.
Stan cywilny: panna (jakie to idiotyczne, panną dawno już nie jestem), niech będzie singielka.
Zawód: zawodów miałam wiele, ostatnio miał metr osiemdziesiąt wzrostu, niebieskie oczy i kłamliwy jęzor.
Zwierzaki: kocham, posiadam, pieszczę.
Plan na najbliższy rok: nie zabić takiej jednej, znaleźć inną pracę, może… zakochać się? 

i wtedy już byłam pewna że zabiorę ją ze sobą.

 


„W szpilkach od Manolo”, bo o niej mowa opisana była dość zaskakująco:

„Komedia, miejscami poważna
Kryminał, czasami niepoważny,
Romans, całkiem serio!”
 
Opis, jak dla mnie, był strzałem w dziesiątkę, ponieważ przed czytaniem zachęcił mnie czytania, a po przeczytaniu wiedziałam, że idealnie trafia w to, co przeczytałam.

„Liliana ma trzydzieści pięć lat, kocha koty, wysokie szpilki i swoje auto. Posiada także kilka niegroźnych obsesji i bardzo wybujałą wyobraźnię. Pracuje w korporacji, ale ma dość wyścigu szczurów. Gdy pewien denerwujący przystojniak zajmuje jej miejsce parkingowe, Lilka nie zdaje sobie sprawy, że już wkrótce znajdzie się na celowniki. Tajemniczego Michała, irytującego Sekuli, a także pewnego socjopaty, który bardzo nie lubi pyskatych „młodych gniewnych:. Tajemnicze kartki z numerkami. porwania, szalone przyjaciółki, pragnąca zięcia Mamulka, znienawidzone korpo i … gorrrący romans. Wszystko to sprawi, że na punkcie „W szpilkach od Manolo” dostaniecie prawdziwego bzika!”. 

Liliana, główna bohaterka, jest wredna, pyskata, nie trafi trzymać język za zębami, często powie to co myśli – a raczej powie, a potem o tym pomyśli, jednak najlepsze jest to, że pracuje w „korpo”. Jak każda kobieta po 30-sce, szuka szczęścia i miłości, a tego raczej nie znajdzie w swojej nie lubianej „korpo”. Czy aby na pewno ?
Praca, dom, koty, spotkania z przyjaciółkami, czytanie i blogowanie – tym na zajmuje się codziennie singielka Liliana. Aż do czasu.
 
I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od „osobistego” miejsca parkingowego. Korporacja rządzi się własnymi prawami – to jest świętość. Niestety Liliana ma pewność, że w „korpo” ma się swoje miejsca postojowe, bez tabliczki jego właściciela. Zabranie tego miejsca było jakże uroczą sceną już na samym początku czytania.
 
„W szpilkach od Manolo” jest mieszaną powieścią kryminału – czasem niepoważnego, romansu-całkiem serio oraz najbardziej wyrazistą komedią – miejscami poważną.
 
Całość czyta się lekko i przyjemnie. Wystarczyły mi dwa wieczory oraz podróże do pracy, aby w pełni pochłonąć historię Liliany.
 
Książka ma wiele plusów, lecz są też minusy. Jednym z najważniejszych, jest krótki czas od pierwszego spotkania, do wspólnej nocy bohaterów. Momentami było to aż nad wyraz rzucające się w oczy, jednak całą książkę ratuje sama bohaterka – a raczej sposób jej opisania przez autorkę.
 
Książkę skończyłam czytać dziś rano, a dalej mam dobry humor i wspominam sytuacje z „Życia Liliany”. Od dziś, jeśli spotkam Lilkę, nie będzie ona Lilką czy też Lilą, o nie. Będzie Lilianą!

Ocena: 7/10