Czy miałaś w ciąży porady innych mam? takich na pewno bezcennych, bez których my ciężarne  nie przetrwamy. One są cudowne, prawda? Poniżej przedstawiam zestawienie porad innych osób, które miałam przyjemność usłyszeć, a które spowodowały, że moja ciąża przestała być moją ciążą.

Czemu płaczesz?

Ja nie płaczę, tylko łzy mi lecą i nie dlatego, że jestem smutna! Łzy lecą przez hormony, szybciej się wzruszam. Od czasu ciąży zrozumiałam co znaczy „wyciskacz łez”.

Słodycze? ZABRONIONE!

Mój mąż przy planowaniu ciąży powiedział mi wprost „Ale mi się nie roztyjesz w/po ciąży?”. Wtedy z uśmiechem odpowiadałam mu „będę wyglądała jak gruba, tłusta maciora a Ty będziesz musiał mnie kochać”. Temat został zakończony.

Nie ćwicz, nie forsuj się
Kto powiedział, że ciąża musi być bez ruchu? Jest wiele możliwości „ruszania” się w ciąży. Oczywiście z umiarem, możliwe że pod czujnym okiem lekarza oraz innych specjalistów, a także samemu lekko w domu. Bo dlaczego nie? Jeszcze nikomu krzywda sie nie stała od rozciągania się na macie. Osobiście chodziłam na jogę dla kobiet w ciąży i ćwiczenia które tam wykonywałam czasem aż mnie przerażały. Dzięki temu przez całą ciążę miałam wrażenie że żyję, że moje ciało żyje. Oczywiście do granic możliwości, teraz w ósmym miesiącu ciąży to i nawet super joga nie sprawi, że mój kręgosłup nie odczuwa obciążającego brzuszka.

Nie jedz fast foodów!
Kebaby, pizze, Big mac, kubełek classic – samo zło! ale jakie dobre!
Przed ciążą jadłam, w ciąży też tylko mniej – czasem jakaś pizza i mały burger, tylko w ciąży zmieniły mi się smaki na bardziej ostrzejsze. Jednak nie jadam codziennie, postawiłam sobie limit „fast food raz na dwa tygodnie” i postanowienia dotrzymywałam, tylko musiałam się z tym przed mamą ukrywać 🙂 Jak do tej pory mi się udaje!
Nie pij kawy!
Wiem że kofeina przenika przez łożysko do układu krwionośnego płodu, a duże ilości kofeiny mogą zwiększyć ryzyko poronienia lub urodzenia dziecka z niedowagą. Jednak po zapytaniu lekarza dowiedziałam się, że jedna kawa dziennie, z większą ilością mleka (hmmm pyszne latte!) jest bezpieczna. Odetchnęłam z ulgą! Ale nie zapominajmy, że kofeina nie znajduje się tylko w kawie. Jest jeszcze herbata, cola, kakao czy czekolada. Cóż, przyznam się jeszcze do jednej słabości – kakao!

Jedz, dużo jedz!
Wiele razy słyszałam, że w ciąży je się za dwóch. Ale co zrobić w przypadku, kiedy ja przed ciążą jadłam za dwóch? jadłam więcej od mojego męża, od znajomych, od innych facetów (czasem ich miny w knajpie były wręcz zabawne!), ja zawsze jadłam więcej. Jednak przyjeżdżała mamusia i gotowała jak dla wojska, a mąż wracał i przypominało mi się patrz pkt. 1 – „Słodycze? ZABRONIONE!”

Ale jesteś gruba!

Przyznam szczerze, że ten wątek mnie najmniej irytuje. Mam w otoczeniu pewna osobę, która za każdym razem jak mnie widzi, to mówi „ale jesteś gruba” – zaznaczam, że jest to facet. Niby w żarcie, niby nie ale jednak te słowa padają. Cóż mogę napisać? Nie warto przejmować się takimi „tekstami”, ponieważ to świadczy tylko o braku kultury i wychowania tej osoby. Pamiętajcie! Nie warto zniżać się do pewnego poziomu! 🙂

Po co chodzisz prywatnie do lekarza skoro masz na NFZ?
Temat rzeka. Jedni się dziwią, drudzy nie. Osobiście styczności z NFZ dużej nie miałam, jednak byłam wiele razy obserwatorem, widziałam jak zachowywał się personel, lekarze i często zastanawiałam się, dlaczego mówimy „służba zdrowia”.
Jakiś czas temu widziałam wywiad i na pytanie „czemu nasza służba zdrowia jest taka jaka jest?” pewna Pani powiedziała „nikomu nie zależy na poprawie służby zdrowia, każdy rząd liczy, że będziemy leczyć się prywatnie”. I coś w tym jest.
Możliwe, że część kobiet ma swojego dobrego ginekologa na NFZ, którego zna i któremu ufa. Ja, będąc warszawskim słoikiem, takiego lekarza nie mam, a na samą myśl, że mam wejść do przychodni, wejść do tego pokoju i patrzeć na ten obskurny fotel, robi mi się nie dobrze. Wiem, jestem trochę wybredna jednak z mężem postanowiliśmy chodzić do ginekologa prywatnie. Nie kosztuje to mało, jednak każda wizyta jest przyjemna, rzeczowa i konkretna. 

Moja perełka …
 
Ciąża to nie choroba ale jak się czujesz!
Kiedyś, za czasów jak rodziły nasze matki, babcie czy ciotki, kobieta w ciąży pracowała w polu do dnia porodu (!) i żyła i miała się dobrze, a dziecko rodziło się jako okaz zdrowia 10/10. Dziś kobiety może mają charaktery swoich mam, jednak kondycja ciała jest nieco inna. Ja, kobieta sportowiec, aktywna fizycznie przez długie lata swojego życia zauważyłam, że mój organizm zachowuje się naprawdę dziwnie, nie poznaje go. Dla mnie stan osłabienia organizmu to coś nowego, coś czego nie da się opisać jak samemu się tego nie przeżyło. Wtedy dotykam brzuszka i przypominam sobie, że moje ciało pracuje „podwójnie”. Choroby? ja nie chorowałam! do czasu zajścia w ciąży. Moja odporność słabła, pojawiły się choroby, infekcje i inne nieprzyjemne rzeczy. Dlatego …
Irytuje mnie „starsza” osoba, która mówi, że za „jej czasów kobieta pracowała w polu do dnia porodu”, a ja od 5 miesiąca ledwo z łóżka mogę wstawać … wtedy mam ochotę powiedzieć jej, żeby wracała na te swoje pole!
Irytuje mnie podejście niektórych osób, które uważają że ciąża to nie choroba, ale pytają się „jak zdrowie?”, „jak to znosisz?”. Stąd nasuwa się pytanie: ciąża to w końcu choroba czy nie choroba??? Tutaj nie ukrywam, że moją irytację kierowana jest do płci głownie męskiej (nawet tych co mają dzieci, a którzy niezbyt przejmowali się ciążą swojej partnerki), chociaż pojedyncze sztuki kobiet „bez instynktowych” też się znalazły.
 
Niech mnie ktoś pocieszy! czy tylko mnie irytują te wszystkie rzeczy????
  • ehm nie jesteś sama 🙂 zawsze będą jakieś niuansy 🙂

  • moja córka ma 2 i pół roku, ale pamiętam te wszystkie irytujące rzeczy… pocieszę Cię pisząc że później będzie gorzej więc cieszę się tym co masz teraz. ja po dwóch i pół roku walki z rodzicami, dalej czasami mam wrażenie że moja córka to ich córka i że oni decydują o tym jak mam ją wychowywać…. I zawsze znajdzie się ktoś kto będzie miał dobre rady dla Ciebie i Twojego dziecka, zapominając że to Ty jesteś matką i to Ty decydujesz. Powodzenia życzę !:)

  • To wszystko co napisałaś, to prawda. Nie cierpię tego typu komentarzy, a najbardziej irytujący jest tekst: "Ale przytyłaś!" i jednocześnie do tego "Pamiętaj, teraz musisz jeść za dwoje."

  • To jest denerwujące chyba dla każdej kobiety w ciąży, zwłaszcza z uwagi na szalejące hormony 😉 Najlepsze co usłyszałam, to komentarz pewnej fryzjerki, która na wiadomość, że jestem na L4, chodzę na jogę i dbam o siebie odpowiedziała: ja pracowałam całą ciążę po 12 godzin, a jak wracałam do domu, to jeszcze musiałam mężowi kotlety robić, żeby miał ciepły obiad!

  • wiem cos o tym! zanosząc L4 do pracy (w 6 mc) to usłyszałam "ja to pracowałam do dnia porodu!" i tak się wtedy zastanowiłam, czy ja mam tej kobiecie zazdrościć czy współczuć? bo to że był przytyk w moja stronę to wiedziałam 🙂 jednak wtedy nie myślałam tylko o sobie ale tez o dziecku, więc stwierdziłam, że czas odpocząć i iść na L4 🙂 a te stare kwoki mogły mnie pocałować w pęcherz 🙂

  • Jedyne co mi zostaje to zjeść marchewki – dwie zamiast jednej – bo i podwójnie zjem i nie przytyje 😀

  • czyli wszystko przede mną? nice 🙂
    jedną mamę mam 300 km, lecz swoją mam za blisko – 50 km i tu przeczuwam przyszłościowe kłopoty 🙂

  • damy rade! 🙂

  • Eh jak byłam w ciązy to nawet nikt nie pytał mnie czy chce się napic kawy czy herbaty. AUtomatycznie robili herbatę, bo przecież w ciąży kawy nie można… DObrze ze mam normalnego partnera, wiec w domu czasem piłam