Dziś nadszedł mnie moment pewnej refleksji, refleksji na temat mojego męża. Chciałam napisać o czymś ważnym, o czymś czym mnie zaskoczył. Ale dlaczego mnie zaskoczył? 
Z mojej własnej winy!
Jednak od początku …
Moje nastawienie do mężczyzny w ciąży było jedno…

 
Mężczyzna w ciąży mało uczestnicy
 
Nastawiłam się na to, ponieważ tak wpłynęło na mnie moje otoczenie. Obracałam się w mojej „karierze zawodowej” głównie w towarzystwie mężczyzn. Starszych, młodszych, z dziećmi czy bez, żonatych lub nie. Większość tych „mężczyzn” miała nastawienie do ciąży kobiet jako tylko ich wyłącznie sprawą. Nie wiem z czego to wynika. Może kobiety same dawały im do zrozumienia, że one sobie same poradzą z tą ciążą. A może wręcz przeciwnie, to panowie woleli być na uboczu, obserwować sytuację i nie wcinać się bo tak im wygodnie? Na to pytanie musiałabym odpowiedzieć przeprowadzając z nimi wywiady, lecz nie mam takiego zamiaru. Zostało mi tylko słuchać tego co mówili i niestety wbić sobie to do głowy. A zdanie „ja nie wiem jak moja żona znosiła ciążę, nic nie mówiła więc chyba dobrze” zostało mi w głowie do dziś.
 
Nie szufladkujmy mężczyzn do jednego worka
 
Mój błąd jaki na samym początku popełniłam, to właśnie taki, że nie pozwoliłam mojemu mężowi uczestniczyć w MOJEJ ciąży. Do tej pory jest mi wstyd za to co robiłam. Z mężem zawsze mogę porozmawiać, powiedzieć co mnie boli, trapi, z czym mam problem. On ze mną także, chociaż nigdy nie był taki wylewny jak ja, jednak w tym momencie nie wytrzymał i powiedział co myśli.
 
Na dywaniku u męża
 
W pewien wieczór, kiedy miałam dobry humor (podejrzewam, że specjalnie czekał na taki moment, a w pierwszym trymestrze to czasem rzadki przypadek!), położył się koło mnie i zapytał „czemu nie pozwalasz mi interesować się naszą ciążą?”. Szok i niedowierzanie, a na pewno wstyd i mała złość. To chyba wtedy czułam. Chyba, bo to było dziwne uczucie.
Ale jak kto? Nie prawda! – mogłabym krzyczeć lecz nie mogłam. Wystarczyło spojrzeć w te zielone oczy, żeby zobaczyć, że mojemu mężowi było z tego powodu przykro. A to wszystko spowodowałam właśnie ja, jego żona, osoba która powinna być ostatnią osobą, która sprawia smutek na jego twarzy. Smutek który mu sprawiłam trwał już jakiś czas, lecz dopiero wtedy zdałam sobie z tego sprawę.
W tamtym momencie przypomniałam sobie, jak pytał mnie o wyniki badań, a ja odpowiadałam „OK”. Wtedy pytał mnie o USG, a ja mówiłam „dobrze”. Czy tak należy odpowiadać osobie która będzie ojcem i która tak samo jak ja, uczestniczy w tym wszystkim? NIE
 
Ciąża za pasem, a my zaczynamy wszystko od nowa
 
Minęło kilka miesięcy, a my zaczęliśmy ciążę od nowa. Razem. Od tego czasu wszystko się zmieniło, nasze relacje się zmieniły. Staliśmy się sobie jeszcze bardziej bliżsi niż byliśmy. Nie sądziłam, że to jest możliwe. A jednak!
Wtedy zauważyłam, że mój mąż … mówi! mówi i to dużo. To właśnie wtedy dowiedziałam się, że w drodze do pracy czyta książki – zapewne stąd jego dobra wiedza na szkole rodzenia! Pojawiły się pytania „kiedy robisz badania?”, propozycje podwiezienia do lekarzy, czy chęć towarzyszenia. Od tamtej pory moje poranne mdłości, tak krępujące dla mnie (bo kto chciałby zobaczyć wymiotującą żonę?) stały się nie tylko moje. Już nie musiałam biec najpierw do kuchni po szklankę wody, a potem do łazienki, moja podróż kierowana był od razu do łazienki, bo to on przejął ten „obowiązek” dostarczenia mi szklanki wody podczas wymiotów. Niby nic, niby to taka mała rzecz, lecz on chciał w tym uczestniczyć. Potem, kiedy zaczęły się początkowe bóle w spaniu, zakupił mi coś, na co sama bym pewnie nie wpadła. Kupił mi poduszkę „rogal” dla ciężarnych do spania. Od tamtego momentu zaczęłam się wysypiać tak, jak było to tylko możliwe. W momencie wykonywania USG przez brzuszek, nie opuszczał ze mną żadnej wizyty, sam czytał opis badania, przeglądał wykonane zdjęcia USG lub szedł z płytą cd aby lekarz nagrał badanie! Na szczęście zawsze płytę dostawaliśmy od lekarza 🙂
 
Koniec obowiązków domowych
Kiedy brzuszek stawał się bardziej widoczny, mój mąż zauważył, że coraz trudniej przychodzi mi wykonywanie obowiązków domowych. Wtedy to on musiał przejąć pałeczkę. Nie napiszę, że od samego początku przyszło mu to z łatwością. Nie. Odbyliśmy kilka rozmów, w których przypomniałam mu jego własne deklaracje wykonywania różnych rzeczy. Do tej pory pamiętam dzień, w którym przyznał, że te rzeczy które teraz za mnie wykonuje, powinien wykonywać już wcześniej, bez ciąży. Rozmowy rozmowami, lecz często zapominał się i miał spore zaległości, jednak wspólnie opracowaliśmy system obowiązków domowych. Wtedy przydały się te małe żółte karteczki, które można przykleić np. do lodówki, gdzie pisałam rzeczy które chce aby wykonał. Dzięki temu podchodząc do lodówki widzi, że coś się na niej pojawiło i wykonuje to o co go „proszę”, a raczej prosi go żółta karteczka na lodówce.
 
Uwaga buty!
 
Przyszedł taki moment, kiedy w niektórych czynnościach przestałam być samodzielna. Takim elementem stało się właśnie zakładanie butów. Na wiosnę, kiedy były sandałki i balerinki, to nie był żaden problem. Wtedy też brzuszek nie był okazały, jednak teraz na jesienne pogody buty muszą być cieplejsze, a cieplejsze są np. z suwakiem. I tutaj wkracza mój mąż. Za pomocą łyżki do butów wkłada stopy do buta i zasuwa suwak. Nie zdawałam sobie sprawy jakie to jest ułatwienie, do czasu jak sama nie miałam z tym problemu. Zrozumie to tylko osoba, która ma problemy z kręgosłupem i która jest w ciąży.
 
Rozmowa z brzuchem
 
To akurat lubię najbardziej. Nigdy nie pomyślałam, że będę się cieszyć z tego, że ktoś rozmawia z moim brzuchem. Czyż to nie jest słodkie? Mąż wraca z pracy, przychodzi do łóżka, całuje mnie na przywitanie i kładzie się koło mnie, głową na wysokości mojego brzucha i … opowiada małej jak było w pracy! Ona wtedy przestaje kopać i słucha! Ten widok, te uczucie jest nie do opisania. A potem, podczas oglądania wspólnie telewizji kładzie rękę na brzuchu i czeka aż mała zacznie kopać, a jak kopnie to otwiera oczy ze zdziwienia. Jakie to jest słodkie!
 
To tylko kilka przykładów tego, jak mój mąż uczestniczy w NASZEJ ciąży. W momencie, kiedy „dopuściłam” go do naszej dwójki, staliśmy się trójką i wspólnie oczekujemy na TEN dzień. Pamiętajmy: ciąża to nie tylko nasz stan, to także stan ojca, który tak samo jak my, chce przeżywać z nami te 9 miesięcy. 
 
A czy u was tatusiowie uczestniczyli od początku w tym ważnym dla was okresie?
  • Anonimowy

    Mój partner na szczęście uczestniczył w ciąży od początku do końca. Był nawet przy porodzie, póki w trybie nagłym nie musieli przewieźć mnie na salę operacyjną (cc). Był przy każdym USG i w miarę możliwości jeździł ze mną na comiesięczne wizyty do naszego ginekologa. Gdyby było inaczej bardzo bym się zastanawiała nad tym czy rzeczywiście TEN to TEN. Na szczęście zastanawiać się nie muszę, bo nie tylko był przy mnie i interesował się mną i jeszcze nienarodzonym synem, ale także jest teraz. Cudownym tatą, który nie uważa, że skoro wrócił z pracy to należy mu się odpoczynek. Uczestniczy w opiece nad Młodym i jego wychowaniem tak samo mocno jak ja. Nie wyobrażam sobie, żeby nasze życie w trójkę wyglądało inaczej, tzn. tak jak u niektórych par, które znamy. Mam na myśli to, że kobieta opiekuje się dzieckiem i domem, a partner chodzi do pracy i przynosi do domu pieniądze, a gdy już z tej pracy wróci to idzie na NALEŻNY mu odpoczynek, bo przecież matka odpoczynku nie potrzebuje. To jednak osobny temat, ale zdecydowanie wart poruszenia.

    Lekkości pióra to Ty nie masz i ciężko się Ciebie czyta, gdy po raz setny w jednym wpisie czytam słowo "ciąża", ale temat poruszyłaś fajny:)

  • Anonimowy

    Gdyby każdy mężczyzna pomagał w ciąży, życie byłoby zupełnie inne. To albo facet ma, albo nie. Zazdroszcze ci ze takiego meza masz i ze jest z toba, bo nie kazdy jest do tego zdolny 🙁
    a co do piora to mi sie czytalo lekko, kazdy ma swoj styl pisania na swoim podwórku.
    Pozdrawiam

  • Anonimowy

    Oczywiście, że każdy ma swój styl pisania, ale to nie znaczy, że każdy pisze dobrze. Wystarczy przeczytać pierwszy akapit tego wpisu, żeby wiedzieć, że autorka bloga dopiero zaczyna przygodę z pisaniem.
    Ale wpis nie o tym traktuje, więc w sumie niepotrzebnie się czepiam. Przepraszam 🙂
    Tak jak napisałam wcześniej – poruszyłaś świetny temat.

    A jak myślisz/myślicie – czy jeśli facet nie interesuje się ciążą partnerki to może mieć to przełożenie na późniejsze zainteresowanie wychowaniem i opieką nad dzieckiem?

  • Taki partner to skarb! Sądzę, że właśnie w takich momentach poznamy prawdziwego mężczyznę. Tylko pozazdrościć i pogratulować 🙂

    Co do lekkości pióra – przyjmuje każde uwagi, nie odbieram tego za krytykę, wręcz przeciwnie. Staram się nad tym pracować aby to wszystko było lepsze 🙂 Jeśli masz chwilę to możesz mi napisać, co sprawia że czyta się mnie ciężko. Chciałabym to poprawić 🙂

  • Zgadzam się z tym, że albo partner to ma albo nie. Sądzę, że to już na samym początku partnerstwa da się określić. Jeśli są z tym problemy, ważne jest aby o tym rozmawiać i dojść do porozumienia.

    Racja, dopiero zaczynam – długa droga przede mną, aby to jakoś wyglądało! 🙂

    Co do Twojego pytania to uważam, że podejście partnera w ciąży przenosi się na późniejszą opiekę. Ale stwierdzam to tylko na podstawie własnych obserwacji. Pamietajmy, że każdy partner jest inny, każdy związek jest inny. Grunt to nie szufladkować wszystkich do jednego worka 🙂

  • Masz racje, pierwszy akapit jest do "bani" 🙂 muszę nad tym popracować.

  • Anonimowy

    Jeśli chcesz robić coś lepiej, po prostu rób to dalej. Ćwiczenie czyni mistrza, a Ty masz na niego zadatki.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny wpis!

  • Szufladukjąc mężczyzn pozbawiamy ich mocy 🙂 Cieszę się, że to dostrzegasz. To samo możesz przenieść na sytuację kiedy urodzi się dziecko, pozwalając męzowi na opiekę nad dzieckiem. Większość kobiet boi się tego, wtedy mężczyźni czują się podwójne odrzuceni.Życzę Ci pięknej ciąży i spokjnego porodu 🙂

  • Mężczyzna powinien "przeżywać" ciążę razem ze swoją kobietą. Oczywiście robią to w inny sposób, ale ważne jest to żeby być dla siebie wsparciem. Dobrze, że to powoli się zmienia i cieszę się, że twój mąż stanął na wysokości zadania.

  • nie wiem czemu, ale prawie sie popłakałam czytając twój wpis! strasznie mnie wzruszył i uświadomił. Dzieki!
    /magdasierocinska.wordpress.com/

  • Do tego etapu mi jeszcze daleko, ale będę pamiętać 🙂