Patrze na kalendarz i ciężko mi w to uwierzyć – to już minął 1 miesiąc!

Ale gdzie? jak? kiedy?!
 
Czas leci. Sama często łapie się na tym, że nie wiem jaki dziś dzień? I zadziwia mnie to, że to wszystko tak szybko mi ucieka. Często mam problem z przypomnieniem sobie wydarzeń, które miały miejsce tydzień temu, jednak dzień w którym zaczęły się skurcze, pamiętam doskonale. Liczenie, pakowanie, jazda taksówką, godziny w wannie, a następnie pierwszy płacz dziecka – to pamiętam doskonale.
Czy pamiętam ból porodowy?
To częste pytanie, które mnie spotyka. W moim otoczeniu nie mam dużo kobiet – mam, które wiedzą jak wygląda poród. Przeczytać jedno, a przeżyć to drugie. Czy pamiętam ból? Pamiętam, że bolało, ale co i jak? niekoniecznie. Bardziej pamiętam ból skręconej kostki, niż ból porodowy. To był taki stres, taki moment, że się o tym zapomina. Tym bardziej, że główne skurcze i sam poród trwał w sumie 3 godziny. Potem 2 dni w szpitalu i wypis do domu. I tak o to jestem tutaj:
W domu

Dom to zupełnie inna bajka. Wcześniej miałam tam oazę spokoju, porządku, odpoczynku. Teraz jest to oaza bałaganu, chaosu i braku snu. Tak wygląda mój pierwszy miesiąc bycia matką i podejrzewam, że każdej innej matki.
W ciąży miałam pewne marzenie, że moje dziecko będzie jak z książki. Będzie śliczne, będzie spało i nie będzie płakało. Rzeczywistość pokazała, że zostało tylko to, że jest śliczne.

Każdy dzień jest taki sam

Mój rutynowy dzień nie wygląda zbyt interesująco. 
Pobudka zazwyczaj 6 – 7, gdzie zamiast budzika słyszymy krzyk. Mama szybko wstaje, mąż otwiera jedno oko. Mama sprawdza pieluchę i ją wymienia, mąż podnosi głowę. Kiedy Zuziek jest już przebrana i zaczyna jeść, mąż wstaje i pyta się w czym pomóc. Nieoceniona pomoc tatusia!

Godzina 8 – mąż wychodzi do pracy. Mała jeśli zaśnie (cudem na 10 minut!), daje mamie możliwość ogarnięcia się w łazience i zaparzenia herbaty. Jest 8:10 – słyszę krzyk i czas wolny mamy się zakończył. Jeśli się uda to z herbatą w ręku, mama udaje się do Zuziaka. Marudzenie i płacz to norma. Jeśli usypianie nic nie daje, to zostaje noszenie na rękach. Mijają godziny.


12 – południe – czas na spacer. Bez karmienia nie wyjdę. Ułożenie w wózku to nie taka łatwa sprawa, dlatego dłuższa chwila przy piersi i dziecko jest w miarę spokojne. Zuziak ląduje w gondoli. I wtedy pokazuje się ona – zła mina, ściągnięte brwi, lekko zmarszczone czoło, a wzrok to aż zabija. Mama rozbawiona, dziecko niekoniecznie, znosi wózek na dół. Przeklętej windy nie ma, ale mieszkanie na pierwszym piętrze, więc nie taka tragedia. Czasem, od święta, upoluje sąsiada, który mi pomoże znieść wózek (lub też nie). Po 20 minutach znów wózek wnoszony jest na pierwsze piętro. Jeśli cudem mała zaśnie, mama ma jakieś pół godziny tylko dla siebie, w tym czasie przygotuje obiad i posprzątam w mieszkaniu. Ot co – ten czas jest tylko dla mnie!

17 – zbliża się wieczór – mąż wraca z pracy. Obiad nastawiony, leczy kończy go głowa rodziny. Zuziek wyczuwając nową osobę w domu, zaczyna dawać koncerty. Widzowie ci sami: mama i tata. Repertuar jest ten sam codziennie: nie wiadomo czemu płacze. Jedyne rozwiązanie jest oczywiste – u mamusi na piersi. Wtedy z kuchni pada pytanie: „Kochanie, jak sprawdzić czy ryż (w torebkach) jest już dobry?”. Mamie ręce opadają …

20 – czas na kąpiel. Zuziek nie odbiega od innych dzieci i kąpiel lubi. Zazwyczaj, jak ma dobry humor, jest spokojna, gorzej z ubieraniem. Tutaj krzyk jest jakby ktoś jej krzywdę robił. Ale mama szybko się uwija i spod kocyka rozglądają się ciemne oczy. 

24 – dochodzi północ. Zuzanna, jak na gwiazdę przystało, nie zamierza ze sceny jeszcze zejść. Bisom koncertowym nie ma końca, jednak czasem się zlituje i pozwoli widzom iść spać.

2 – mamusiu pobudka! zdaje się krzyczeć Zuziek. Mama, jeśli naprawdę jest zmęczona, nie ma skrupułów i budzi tatę na zmianę pieluchy. Jednak piersi z mlekiem nie posiada (a szkoda) i pobudka mamy jest konieczna.

4 – widzowie postawieni ponownie na baczność.

6 – 7 – j.w. 🙂

Pojawia się kolejny dzień i kolejne koncerty. Na szczęście bilety są darmowe, lecz obecność obowiązkowa 🙂

Czy są tu mamy, które także mają (lub miały) swoje obowiązkowe koncerty? 🙂

Ps. podziwiam inne mamy, m.in. blogerki, że mają czas na życie, macierzyństwo i wstawiają posty co 2 dni lub codziennie na instagrama! PODZIWIAM!!! 😉

  • U nas tak samo maluszek ma 1,5 mis i tez myslalam ze bedzie jak z reklamy ciagle usmiechniety bawiacy sie raczkami a w nocy mocno spiacy 🙂 u nas spacer to najspokojniejszy moment w ciagu dnia wiec mimo pogody chodzimy codziennie min na 2 godzinne spacery 🙂

  • U nas super sprawdza sie bujaczek maly chetnie w nim lezy i spi tak ze jest moment dla siebi bo dzemki w lozeczku nie wchodzily w gre maly wybudzal sie po 3 min 😉

  • no jak odkladam do łóżeczka to też 5 min i sie budzi. Myslałam o bujaczku i chyba zakupie dla małej (a raczej dla nas) pod choinkę 🙂

  • Ten początkowy czas jest wyjątkowo trudny, bo jest to też czas, kiedy my same się organizujemy. Właściwie organizujemy na nowo całe swoje życie. I na to całe zamieszanie jest tylko jedna rada – wyluzować, wziąć głęboki oddech i odpuścić! Mąż nie musi mieć codziennie świeżego obiadu (pizza też się nada;)), a niewyprasowane pranie spokojnie poczeka kolejny tydzień. Zdrowie i siły mamy są najważniejsze! 🙂

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • pizza? jestem na etapie diety dla mam karmiących i sprawdzam czy cos takiego istnieje, bo mam dość już gotowanego kurczaka 😀

  • Koncerty szybko miną, ale potem będą inne "atrakcje". Z czasem będzie na pewno lepiej. 😉

  • Moja młodsza córeczka niedawno skończyła pół roku, no i zaczęły się schody. Na początku było o wiele łatwiej, bo niemowlak dużo śpi, a teraz jak nie jedna panienka wymaga uwagi, to druga. I tak w kółko :). Wiem, że wszystko jest kwestią dobrej organizacji. Na razie jestem pogrążona w chaosie, ale nie narzekam.

  • Ja od dwóch tygodniu jestem po raz kolejny świeżo upieczona mama… i o dziwo, naprawdę o dziwo – dom lśni. Nie wiem jak to robię, ale przy dwójce dzieci chyba zaczęłam bardziej uczyć się organizacji 🙂

  • Przez pierwsze miesiące jest wyjątkowo, poznajecie się, uczycie razem żyć, maluch jak narazie ciągle wymaga, a Ty gubisz się w domysłach. Pierwszy miesiąc rozciągnàł mi się jak rok, a ja sama nie kojarzyłam dni tygodnia, ciągły bieg, życie na baczność, strach o małego. Z czasem wszystko zaczęło nabierać rytmu i dziś mały ma 4 miesiące i niewyobrażam sobie wcześniejszego życia. Piszę od miesiąca i to moja duma i radość, że znajduję czas na coś swojego :). Wciąż bywają dni gdy nawet diydiamcw biegu :D.

  • Ach…już nie pamiętam jak to jest i bardzo mi brakuje takiego niemowlęcia 🙂 Korzystaj z tych pięknych chwil, bo wierz mi, że czas za szybko mija 🙂

  • Łatwo na początku nie jest. Mój maluszek właśnie skończył cztery miesiące i też na początku podpierałam się rzęsami bo koncertował. Bywało, że płakałam razem z nim. Być może bolał go brzuszek. Teraz jest już lepiej. To bardzo szybko mija. I nawet udało mi się przy nim przeczytać sporo książek. Wyszła jedna na tydzień.

  • Sylwia Antkowicz

    A mnie już prawie rok minął i sama nie wiem kiedy! Pierwsze 3 miesiące były u mnie totalnym chaosem, niezorganizowaniem, bałaganem. Potem było już coraz lepiej i bloga założyłam dopiero gdy córka miała 4-5 miesięcy. Też podziwiam mamy noworodków, że dają radę codziennie być w sieci. Pozdrawiam, Młoda mama pisze