Do tego co teraz napiszę zbierałam się naprawdę długo. Początkowo myślałam „a co tam, czepiam się”, jednak co jakiś czas mój „problem” narastał i stawałam się w tym temacie coraz bardziej wyczulona. Mój mąż mówi mi, że problem wyolbrzymiam, że dla niego to nic takiego, że to ja przesadzam. Ale czy tak jest? czy może jako młoda, niedoświadczona mama nie rozumiem niektórych rzeczy?
Jednak irytuje mnie to, irytuje strasznie i już powoli nie wytrzymuje. Mój wzrok, jak to mówi mąż, powoli zaczyna przypominać ten mówiący „zabije cię”. I chyba muszę się z nim zgodzić. Bo jak patrze na to co robią niektóre osoby to mam nadzieję, że mój wzrok taki właśnie jest. Nie wiem czemu tak się dzieje. Gdy to widzę, uruchamia się u mnie jakiś czujnik i staje się lwicą chcącą uchronić swoje maleństwo. To w końcu ja jestem matką, to moje dziecko i chyba to ja powinnam wiedzieć, co najlepsze jest dla mojego dziecka. I właśnie z tego powodu moja irytacja czasem sięga zenitu.
Wystarczy, że wyjdę na spacer. Dziecko hartować trzeba, prawda? ubrane jest ciepło, przykryte kocykiem lub jest w śpiworze. Warunki ma super, tylko pozazdrościć. I o te „pozazdrościć” mi chodzi. Czasem mam wrażenie, że jest jakiś wyścig wyposażenia wózka. Idziesz ulicą i mijając ludzi czujesz, że zaglądają do wózka. I ciekawe co tam znajdują? hmmm a już wiem! dziecko! Widać oczka, widać główkę i czapeczkę. Czasem jeszcze rączki pokaże, tylko szkoda, że paluszków nie ułoży tak, aby wystawał tylko jeden palec, środkowy. I nie wiem czy to tylko ja mam z tym problem. Jednak nauczona jestem, że nikomu do wózka, torby czy pod kieckę nie zaglądam. Ktoś prowadzi wózek? ok, niech prowadzi. A czy ma tam zakupy czy dziecko, to już tego kogoś sprawa.
Poza tym. Jesteśmy na spacerze i jak Zuziek jest spokojna, to i zahaczymy o sklep i małe zakupy. Co prawda do osiedlowego sklepu nie wejdziemy, bo tam szerokość przejścia to max metr jest, więc o wózku mogę zapomnieć, ale osiedlowy warzywniak już jak najbardziej. Tam Pani jak wózek widzi to wszystko poda, zapyta co i jak, nawet paragon przyniesie, więc do środka nie musimy wjeżdżać. Tak samo ze sklepem mięsno-piekarniczym (tak, po jednej stronie mięsny, a po drugiej piekarnia). Tylko tutaj miejsca jest więcej. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że ani podjazdu, ani wjazdu, ani niczego. Jakby tam wisiała jakaś tabliczka „z wózkiem wstęp wzbroniony”. No ale dobra, poradzimy sobie. Chwytam za klamkę i tyłkiem pchając drzwi, wjeżdżam do środka. Czemu tyłkiem? ano temu, że żadna „starsza pani” nie przytrzyma drzwi, bo po co? jakby się bały że protezy z nóg im pospadają. Mój pech jest taki, że wychodzę na spacer w południe, kiedy osoby przed emeryturą pracują, a na emeryturze okupują sklepy. Ale spoko, to ich wola, że robią zakupy o tej porze co ja wychodzę na spacer. Nie mam nic przeciwko. Jednak w momencie kiedy uda mi się wejść do sklepu, z niewidzialnej osoby staje się nagle widzialna. Święte krowy, które widzą, że do sklepu próbuje wjechać mama z wózkiem, nagle odwracają wzrok, lecz gdy już jestem w środku, to mój wózek staje się nad wyraz atrakcyjny. A jeszcze bardziej, kiedy Zuziek gaworzy. Zachwytom nie ma końca.
„Jaki piękny bobas”
„Jaka malutka dziewczynka”
„Co za urocze dziecko”
I wtedy robią to, na co aż zaczynam się jeżyć. Pochylają się nad wózkiem, dotykają kocyka, a mnie aż trzęsie. Początkowo to tolerowałam, sądziłam że to takie urocze. Jednak dziś już miałam dość. Pomyślałam sobie, że jak nie zauważają wózka na wejściu do sklepu, to jakim prawem mają go zauważać w środku? niech się bujają. Dziś pierwszy raz powstrzymałam starszą Panią nad pochyleniem się nad wózkiem. Czy ja jestem jakaś dziwna? nienormalna? Jednak moje odczucia są takie, jakby ktoś wpychał się z łapami w moje prywatne życie. W mój prywatny wózek. Pani się na mnie dziwnie spojrzała, jakbym jej coś zrobiła i z urażoną miną odeszła. A ja chciałam krzyknąć „To mój wózek, moje dziecko! więc nie wtykaj tam swojego nosa!”. I nie usłyszałam już „Jakie urocze dziecko”, bo mając taką wredną matkę, dziecko już przestało być urocze. Jednak ulżyło mi, w końcu przestałam to trzymać w sobie i jest mi lepiej. Tak, zdecydowanie jest mi teraz lepiej. Muszę poszukać innej piekarni 🙂
  • Prawdziwa lwica! 🙂 Natrętne spojrzenia mogą mocno zdenerwować i to w pełni zrozumiałe.

  • Sylwia Antkowicz

    A ile Zuzia ma miesięcy? Bo ja jestem w tej „komfortowej” sytuacji, że Ala ma 11 i boi się obcych, więc gdy ktoś do niej zagląda to od razu usta układają się jej w podkówkę i paniom przechodzi chęć patrzenia i zagadywania.

    • 3 miesiące i nie reaguje jeszcze tak na obce osoby, a szkoda bo czasem by się przydało 😀 musze jeszcze poczekać na ten komfort! 🙂

  • U mnie u krawcowej/pralni chemicznej (jeden biznes) jest zakaz wjeżdżania wózkiem. Kiedyś też mnie to wkurzało, a dziś z perspektywy mamy 4latki stwierdzam, że nie wiem czemu i sama dyskretnie rzucę okiem, gdy w jakimś wózku jedzie dzidziuś, bo uważam, że wszystkie maluchy są kochane i aż żal nie popatrzeć na te mikroskopijne paluszki. 🙂

    • sama patrze, jednak nie mam tendencji do natarczywego odwracania się. Moze to przez fakt, że jestem młodą mamą i to mnie drażni. Mam nadzieje ze złapie troche dystansu, bo zwariować można 🙂

  • Monika i Patryk Popis

    O kurcze… naprawdę ludzie tak wtykają nos w nieswoje sprawy? Tzn. ja rozumiem, że się spojrzą, zajrzą do wózka i powiedzą „ojej, jaki słodki bobas”, bo ja sama tak robię (tak, tak, przyznaję się :D), ale tylko wtedy, kiedy kogoś znam i kiedy ta osoba mi pozwoli dotknąć 🙂

    Odnośnie braku wjazdu/dojazdu osobom z wózkiem – tak też jest zwykle z osobami niepełnosprawnymi. Są wykluczone z niektórych miejsc, bo żeby zrobić podjazdy to są koszta i nikt się tego nie podejmuje, a szkoda…

    W kwestii otwierania drzwi: ja już tyle razy chciałam pomóc matce wynieść/wnieść wózek do autobusu lub otworzyć drzwi i tyle razy spotkałam się z odmową, że w końcu przestałam się rzucać na pomoc ;p robię to tylko wtedy, kiedy ktoś mnie poprosi lub ja zapytam (bez rzucania się na pomoc). Może trafiłam na złe osoby, nie wiem, w końcu to mała miejscowość (u mnie).

    Dobrze tej pani powiedziałaś, bo co jak co, ale zajrzeć do wózka (w sensie nie wtykać całej głowy i nie straszyć dziecka) jest jeszcze spoko, ale faktycznie dotykanie to przesada… poza tym czy jak te panie wychodzą ze swoimi pieskami na spacer, to się na nie rzucamy, głaszczemy i świergoczemy? Myślę, że pies chapnąłby nas za rękę, a dziecko niestety tego nie może, bo ma tylko dwie opcje: udawać, że śpi, albo że płacze. Jak udaje że śpi to panie niestety nie odejdą, ale jak płacze to już tak 🙂 tylko po co tak męczyć dziecko…

    te matrony powinny zająć się sobą i swoim życiem, ewentualnie życiem sąsiadek w ich wieku. Niech porozmawiają o reumatyzmie, menopauzie, kazaniu w kościele i proboszczu 🙂

  • Moje dziecko ma 19 miesięcy i… chyba złapałam już dystans. Wiesz, nie będę owijać w bawełnę – troszkę zgadzam się z Twoim mężem. 🙂 Ale myślę też, że Twoje reakcje są naturalne, bo ja też przez wiele miesięcy zachowywałam się jak lwica broniąca swojego terytorium. No i niektórzy ludzie rzeczywiście bywają irytujący. Ja osobiście nieraz spotkałam się z pomocą we wnoszeniu wózka/otwieraniu drzwi, więc może dlatego nie reaguję tak alergicznie… Wpis czytało się bardzo fajnie. Życzę więcej przyjemnych doświadczeń ze sklepami i starszymi paniami! 😉

    • troche ma racje, teraz jak ochłonełam to musze mu to przyznać 🙂 bo post był pisany na świeżo po spacerze. Mam nadzieje,, że w przyszłości złapie troche tego dystansu 🙂

  • Nie miałam takich wielce natrętnych „zaglądaczy” do wózka, czasami zdarzało się, że ktoś zerkał, ale z zachowaniem odpowiedniego dystansu. Czasem w parku samotne starsze panie przysiadywały się na ławeczce, aby pod pretekstem rozmowy o dziecku, zamienić choć kilka słów z kimś innym, mnie to nie przeszkadzało, ale rozumiem, że nie wszyscy to tolerują. Podobnie jak z naszymi strefami osobistymi, jednym nie przeszkadza, drugim trochę, a inni silnie reagują. Zawsze jednak trzeba uszanować wolę rodziców, wystarczy gest czy milczenie, aby zorientować się, że coś nie jest mile widziane. 🙂
    Bookendorfina

    • jesli nie jest to natrętne, a zaglądacze spoglądają a nie się pochylają, to jeszcze ujdzie 🙂 wiadomo, że taki bobas to piękny widok i ciężko się oprzeć żeby nie zajrzeć 🙂

  • Nie wiem w sumie jak to jest i czy mi to będzie przeszkadzać. Sama jako ciężarna nadmiernie interesuje się wszystkimi dziećmi i wózkami i widok każdego bobasa od razu przyciąga mój wzrok 😛

    • a ja tez tak mam że patrze, tylko później nie zdawałam sobie sprawy, że to moze byc denerwujące. JEszcze patrzenie sie na wózek nie jest do konca takie złe, jednak pochylanie sie nad wózkiem to gruba przesada

  • Są zaglądacze i zaglądaczeeee 🙂
    Tez tak miałam. Niby mi to nie przeszkadzało w większości przypadków. Niestety niektórzy po prostu przeginają!

    • dokładnie, ja rozumiem że nasze dzieci są przepiękne, ale bez przesady!

  • Gosia

    Oj kochana skąd ja to znam, niestety wścibskich ludzi nie brakuje. Pozdrawiam o oby takich mniej.

    • oby oby, bo jak nie to będę strzelać jak do kaczek 🙂

  • Ja, kiedy moja mała była bardzo mała też zaglądałam do innych wózków. Po porostu nie byłam pewna, czy dobrze ją ubrałam i patrzyłam jak z grubsza ubrane, czy czym przykryte są inne dzieci. Późna jesień. Przykryć kombinezon jeszcze kocem czy nie? Takie miałam dylemat 🙂

    • haha i przykrywałaś tym kocem? bo ja tak 😀

  • Wiesz Migotko ja mam 2 bączki, latem poszłam z nimi do sklepu osiedlowego. Jedna płacze, druga krzyczy. Starsza chce wyjść z wózka, młodsza w chuście, ja na środku przejścia próbuje przytrzymać starszą i otworzyć drzwi żeby wyjść a właściwie zeby uciec, moje dzieci krzyczą jak oszalałe, pot cieknie mi po tyłku. Dwie starsze babcie wchodza do sklepu, walą prosto na mnie, popychają mnie i gdy jyz mysle, ze to chyba q-na sen to hedna odwraca sie do mnie i mowi glosni „STOI KROWA NA ŚRODKU”. Chyba nie muszę dodawać, ze nikt mi drzwi nie przytrzymał…

    • jestem w stanie Ci uwierzyć, że taka sytuacja miała miejsce. Nie raz się widzi właśnie takie momenty u człowiekowi aż krew się gotuje …

  • Monika

    Ja też nie cierpię, kiedy ktoś zerka z niewłaściwością na moje malutkie, śpiące dziecko i na dodatek pochyla się ćwierkając na temat jej (córeczki) wyglądu. W dodatku chucha swoimi zarazkami, grrrr.

    • i te zarazki są najgorsze 🙁 dziecko jest małe, jeszcze bezbronne przed zarazkami, a mi tu stara jędza się pochyla i roznosi zarazki. No aż mnie trzęsie 😀

      • Monika

        Dokładnie, też tak mam 🙂

  • Mała

    Mnie również wkurzają takie osoby. Najczęściej należą one do grupy starszych osób.
    A z ekstremalnych sytuacji to miałam taką, że gdy byłam w sklepie z moim Synem w nosidle to pewna kobieta zaczęła mi go wyciągać i szarpać na nosidło bo dziecko dusze! Powiedziałam o cenie nosidła – od razu odpuściła. Straszne brr

    • boże! jak można szarpać dziecko? rozumiem że nie wiedziała że nosidło nie jest złe, ale żeby szarpać? grrrr

      • Mała

        niestety, wiesz nie istotne czy nosidło jest dobre czy złe. Istotne jest to, że dosyć brutalnie wtrąciła się nie tylko w mój sposób opieki nad moim dzieckiem ale również naruszyła mienie prywatne, co biorąc pod uwagę cenę, mogło okazać się już przestępstwem 😛

  • Ja tylko chętnie zapuszcza żurawia bo tęskno mi do maluszka 🙂 Drugiego już nie mogę mieć, a starsza już…no cóz, skończone siedem lat, więc nie pamiętam jak to jest z maleństwem 🙂 ALe rozumiem cię doskonale, i ni, nie wyolbrzymiasz!!!!

  • Wiola Skawinska

    Dokładnie ciekawscy są wszędzie, pokaż, daj zajrzeć, najlepiej jeszcze z brudnymi łapami i kapiącym nosem pchają się by zobaczyć dziecko

  • Mam tak samo, obudziła się we mnie lwica w chwili porodu. To nic nienormalnego. Na zasadzie macania ciążowego brzucha. Są pewne granice, bezpieczna prywatna przestrzeń wokół nas, która naruszona spuszcza mnie z łańcucha. Nie toleruję, kiedy ktoś chce pocałować moje dziecko (fuj!) w usta, a ciągłe uwagi, które tylko pozornie mają na uwadze troskę dziecka, a w rzeczywistości wytykają moje błędy, ukrócam jak się da. Niestety, żeby się uodpornić potrzeba końskiej dawki czyjejś wścibskości, później coś w nas pęka i nagle mamy spokój. 🙂