„Mama w domu – nie leży i nie pachnie, tylko pracuje!” to tytuł akcji, której pomysłodawcą jest Aneta z bloga www.mama-dwojki.pl. Powstała ona, po tym jak przeczytała wpis na blogu u Beaty z bloga www.arbuziaki.pl.

Ten wpis stał się dla niej inspiracją. Pomyślała, że fajnie będzie przeczytać o tym jak inne matki, zmagają się z codziennością. Poczuć, że inne mają podobnie, a tym samym uświadomić całej reszcie społeczeństwa, że my mamy, które siedzimy w domu, także wykonujemy pewny rodzaj pracy. Pracy za którą nam nikt nie płaci. Tylko postrzega przez pryzmat powiedzenia „Leżę i pachnę”

Kartka z kalendarza Mamy Migotki 🙂

6.00 – pojawia się pierwszy krzyk, próbuje otworzyć oczy, ale kurde – ciężko mi to idzie. Jednak przeciwnik nie daje za wygraną i walczy. Marudzenie robi się coraz większe. W końcu moje powieki leniwie unoszą się ku górze. Patrze na zegarek. „Boże, minęła 6 – czy ja dziś spałam?”. Otwieram w końcu oczy, unoszę lekko głowę i widzę tego diabła. Ma zmarszczone brwi, jakby chciała mi przekazać „mama, co tak długo?”. No właśnie, co tak długo? Podnoszę się, siadam na łóżku. Poprawiam sobie poduszkę, która podparta jest pod ścianą, opieram się na niej wygodnie. Nie patrząc, jedną ręką sięgam po rogala do karmienia, a drugą kieruje do tego małego diabła. Kiedy rogal znajduje się już na swoim miejscu, nie wstając, podnoszę bąbla i kładę na rogalu. Chwała Bogu temu, który wymyślił dostawki do łóżka! Zuziak ląduje na swoim znanym miejscu i wie co się święci, ponieważ otwiera już buzie, jakby chciała łapać muchy 🙂 Przysuwam ją do siebie i już przejmuje inicjatywę, po zapachu zawsze trafi. Wyczuwam, że ktoś się do mnie przyssał i zaczął jeść. Dobra, mam 10 minut na „drzemkę”. Opieram głowę o poduszkę i przegrywam walkę z niewyspaniem. Już czułam, że odpływam, kiedy mały diabeł mnie gryzie. Moje marzenie o śnie, no właśnie, staje się marzeniem, bo wiem, że to oznacza koniec karmienia, a początek zabawy. Pozwalam jej jeszcze trochę poleżeć przy piersi do czasu, jak już mam pewność, że przestała jeść. Unoszę małą na ramię i czekam, aż się jej odbije. Czasem jest to sekunda, czasem minuta, a czasem 10 minut lub więcej. Kiedy słyszę już ten upragniony dźwięk, patrzę na małą i oceniam sytuację. Oczy pokazują, że jeszcze trochę snu jej brakuje. Trzymam ją jeszcze trochę na rękach, potem odkładam, włączam misia szumisia i z radością rozkładam się na łóżku. Patrze na zegarek 6:43. Przykrywam się kołdrą i mówię „Boże, niech ona jeszcze trochę pośpi”.

7:35 – budzi mnie złowieszczy krzyk. To nie zapowiada się dobrze, bo wiem co to oznacza. Patrze na zegarek i już wiem, że Bóg mnie nie posłuchał. „Czemu Boże mi to robisz?”. Unoszę się i utwierdzam się w przekonaniu, że miałam rację. Zuziak się już wyspała. Po czym to widać? Bo ma oczy jak 5 zł i śmieje się do wszystkiego. Pewne rzeczy wykonuję już z automatu, więc rogal znajduje się na swoim miejscu, a mała układa się do karmienia. Kiedy zaczyna jeść, już nie pozwalam sobie na zaśnięcie, ponieważ wiem, że to koniec z moim snem. Przecierem oczy i patrze jak mała się najada. Kiedy kończy, leniwie porusza się na rogalu. Zjadła tyle, że aż jest tym zmęczona. Rozkłada się na rogalu z wyciągniętymi rękami, jakby się poddawała. Najedzona, wyspana, zaczyna się do mnie uśmiechać. A ten uśmiech jest taki, że całe moje zmęczenie jakoś traci na sile, gdzieś się ulatnia. Zaczynam powoli wyczuwać początkową energię. Tak, dziecko które sprawia, że tracimy swoje siły, powoduje także, że ta energia nam wraca. A to wszystko od tego uśmiechu.

8:00 – wstaje, zakładam swój „macierzyński” dres i udaje się do kuchni. W głowie mam tylko „kawa, kawusia, kawuniaaaa”. A jeszcze kilka lat temu byłam zdziwiona, że można pić kawę z rana. „No bo jak?”. Ano tak, po prostu. Wchodzę do kuchni, a na blacie nóż w maśle, okruchy z bułek, jakieś kawałki wędliny. „Oczywiście, mąż sobie zrobił kanapkę do pracy”. Nie, nie wytrzymam i muszę sprzątnąć. Kawa dobra, to zrobiona w sprzątniętej kuchni. Na zlew nawet nie patrze …

8:15 – słyszę jakieś piski i już wiem, że diabeł się ocknął, bo dawno mamy nie widział. Udaje się już z kubkiem świeżutkiej, cudownej kawy do pokoju i patrze na tego bąbla. Śmieje się, ale widzę jej kwaśną minę. Czeka nas chyba pełny pampers. Wyjmuje ją z łóżeczka i zmieniam pampersa. No, teraz dziecko jest w pełni szczęśliwe. Zwinięty pełny pampers ląduje w koszu. Przynoszę matę (Dzięki Canpol!) i kładę na nią Zuziaka. Wieszam wszystko co się da, aby moja córka się nie nudziła i pozwalam sobie na mały prysznic. Zimniejszy prysznic z rana jest czasem lepszy niż kawa!

8:40 – Dziecko uśmiechnięte jest. Kawa jest. Jednak czegoś mi brakuje. No tak – śniadanie! Kuchnia znów mnie wita. Bułka na szczęście w miarę świeża, więc da się zjeść. Pomidor wyparzam i kanapki gotowe. Jeszcze tylko herbata i wychodzę. „Szybciej Migotka, Zuziek woła!”. Wracam do córki, na zlew dalej nie patrze.

9:40 – włączam TV i zaczynamy oglądać Wspaniałe stulecie: Sułtanka Kösem – Murad IV. No co? niedługo będziemy żyć wśród turków, to chociaż zobaczę jak to mieli kiedyś. Ale spokojnie, zaraz potem leci Ranczo – to już jest Polskie. Ale nie, ja nie leżę i oglądam, bo tak się nie da. Serial oglądam kątem oka, ponieważ córka potrzebuje towarzystwa. „Smoczek, gdzie jest ten smoczek?”.

11:30 – koniec „relaksu”, szef wzywa na dywanik, bo ktoś jest głodny. Karmienie, przewijanie i przebieranie. Body lądują koło kosza na pranie, bo w środku nie ma już miejsca. Cóż, chyba trzeba pogodzić się z pralką. Segreguje i mam wrażenie, że kosz nie ma dna, bo ile tam się może zmieścić rzeczy? Wybieram program „delikatne” i ponownie spotkanie przy pralce za 1 godzinę i 28 minut. Wracam do dziecka. Szef wymaga, lecz nie płaci. Może też w czasie swojej „przerwy” mama włączy laptopa?

12:00 – południe. „Biała piana wypływa z wanny pełnej wody i olejkiem do kąpieli. Czerwone płatki róż mienią się w odbiciu kieliszka do szampana. Zanurzam się w gorącej wodzie i odczuwam zbliżający się relaks. Moje nozdrza wypełniają się zapachem truskawek, a łyk szampana sprawia że odpływam. To się nazywa życie. Zamykam oczy i wyjmuje pudełko nicości. Ja po prostu leże i pachnę” Wróóóóć – krzyk sprawia, że wracam na ziemie. Leżę na łóżku, gdzie Zuziak zaczyna płakać. Czas na drzemkę. Karmienie, zmiana pampersa i Zuziak zawinięty w rożek powoli, ale to powoli odpływa. Szumiś stara się pomóc i po kilkunastu minutach dziecka nie ma. Odkładam ją delikatnie do łóżeczka, szumisia zostawiam na straży i udaje się do kuchni, w końcu spoglądam na zlew.

12:40 – Krzyk i to taki donośny wyrywa mnie z mojego odpoczynku. Dziwisz się, że napisałam o odpoczynku? Od czasu, kiedy pojawiło się w moim życiu dziecko, każda czynność w mieszkaniu to dla mnie odpoczynek, zrozumie mnie każda mama 🙂 Sięgam jeszcze po serek do lodówki, biorę łyżeczkę, udaje się do Zuziaka i wyjmuje rozpłakane dziecko. Kilka sekund w ramionach i płacz ustaje. Tę czynność uwielbiam. Przytulanie dziecka, które uspokaja się w ramionach mamy, jest nie do porównania. To jest po prostu magia. Sięgam po rogala i zaczynamy jeść. Dobry ten serek …

13:00 – Pralka pika, że już skończyła pranie, lecz teraz nie mam na to czasu. Najedzone i przebrane, a więc w dobrym humorze dziecko musi wyjść na spacer. (Czy u Was drogie mamy, tatusiowie też się wymigują od spacerów? Bo mój mąż, żeby np w sobotę SAM poszedł na spacer, to musiałby stać się CUD). Ubrany Zuziak ląduje w gondoli, gdzie od razu okazuje swoje niezadowolenie. Czy tylko moje dziecko nie lubi spacerów? Biegam po mieszkaniu, jednocześnie ogarniając się do wyjścia i śpiewając Zuziakowi, aby się nie rozpłakała. Udało się. Ruszamy i wyjeżdżamy na klatkę. Zamykam drzwi i udaje się do schodów. Zakładamy czapkę małej i schodzimy po schodach. Tak SCHODZIMY! mieszkając w niskim bloku nie ma się windy! więc wózek pod pachę i mama znosi małą na dół. Zalana potem wychodzę na zewnątrz. Zaczyna wiać, a mama oczywiście zapomniała swojej czapki.

14:00 – Spacer się udaje. Zuziak zbytnio nie marudzi i może nawet zaraz zaśnie. Niestety ona często bardziej interesuje się ptakami i drzewami niż snem. Tego mamusia jej zazdrości. Udajemy się razem na targ. Kupujemy warzywa, mięsko oraz pieczywo.

15:00 – stoję pod schodami i modle się, aby jakiś męski wybawiciel pojawił się i mi wniósł wózek. Jeszcze jakby był młody, to bym w sumie nie pogardziła. Jednak w tym też Bóg mnie nie wysłuchał. Wnoszę wózek z zakupami po schodach, znów zalana potem, kieruje się do mieszkania. Szybko zdejmuje płaszcz, buty i biegnę do wózka, bo Zuziak nie lubi być w gondoli i to w domu, gdzie nie ma ptaków i drzew. Ląduje na macie, a mama w między czasie udaje się rozpakować zakupy. Słyszę piski i z automatu wykonujemy standardowe czynności. Kierunek pokój, rogal, karmienie i zmiana pieluszki. Znowu.

16:00 – mąż wychodzi z pracy, więc mam godzinę na ogarnięcie bąbla i zrobienie obiadu. Mała zaczyna marudzić kiedy ją zostawiam, dlatego obieranie ziemniaków, marchewki, jabłek odbywa się na łóżku. A później zaczynamy usypianie.

17:00 – mąż wchodzi do mieszkania, a ja oczywiście jestem w polu. Bąbla oddaje tacie i włączam 6 bieg. Najszybciej idzie nam sałatka, bo sama kroi się w szatkownicy, a mi pozostaje tylko doprawienie. Ziemniaki kipią, mięso się przypala i na dodatek dziecko płacze, bo jest głodne. Nasza rodzinka zaczyna jeść obiad, w tym jeden osobnik na rogalu.

18:00 – kończę sprzątać po obiedzie, zlew zaczyna być pusty. Mała bawi się z tatą, lecz odgłosy jakie wydaje uświadamiają mnie w przekonaniu, że bez mamy się nie obejdzie. „gdzie jest mój rogal?”

19:00 – rodzice muszą odpocząć, więc tata włącza komputer i zaczyna grać, a mama kładzie się na łóżko z dzieckiem i „odpoczywa”. Powoli też przygotowuje rzeczy do kąpieli, bo przecież mama odpoczywa.

19:30 – wypełniona wodą wanna czeka na małego brudaska, który na szczęście lubi się kąpać. Mała ląduje w wodzie i zaczyna chlapać wodą, a w międzyczasie rodzice wykonują swoje obowiązki. Potem czyścioch ląduje już w ręczniku i zaczyna się cała pielęgnacja bobasa. Kiedy trzeba małą ubrać, tata marudzi i mówi „mama robi to lepiej”.

20:00 – Wykąpany i ubrany Zuziak bawi się na macie idealnie wypełniając także czas swojej mamy, ponieważ samotnie bawić się nie potrafi, no bo jak? Mamie może w tym czasie uda się zrobić herbatę.

21:00 – To już późny wieczór dla dziecka. Karmienie i przewijanie to standard, jednak później przychodzi czas na usypianie dziecka. Kiedy mamie nie wychodzi, pałeczkę przejmuje tatuś.

22:00 – bobas smacznie śpi, a kiedy mam już pewność, że się nie obudzi, w końcu można przykryć ją kocem. Kładę się na łóżku i włączam laptopa. Ogarniam bloga, odpisuje na komentarze, a raczej się staram i udaje się do łazienki. Teraz jedyne co chce, to gorący prysznic. Przeciągam to ile się da, jednak dobiega mnie odgłos płaczu. Ktoś tu jest głodny. Po karmieniu myślę o kontynuacji prysznica. Już nawet chwytam za klamkę do łazienki, kiedy słyszę niespodziewany dźwięk. „No tak, pranie!!!!”.

23:00 – dziecko grzecznie śpi. Rozkładam się na łóżku i zaczynam prawdziwy odpoczynek. Tak, teraz jest odpoczynek. Z mężem zaczynamy oglądać serial. Wiecie, to takie nasze wspólne spędzanie czasu, więc po kilku minutach … mąż zasypia. Więc co żona ma zrobić? około północy wyłącza laptopa i przytula się … do pleców męża.

1:00 – pierwszy krzyk i zaczynamy nocny maraton. Otwieram oczy, a przecież dopiero co je zamknęłam! Specjalna poduszka ląduje pod ścianą, wygodnie się na niej rozsiadam i sięgam po rogala. Potem ląduje na niej Zuziak, która coraz głośniej domaga się jedzenia. Kiedy słyszę charakterystyczne „K” mogę spokojnie odetchnąć, bo główna potrzeba dziecka zostaje zaspokajana, a żeby dziecko miało jeszcze lepszy sen, to i pielucha zostaje wymieniona na nową.

2:30 – mam deja vu, naprawdę. To jest to uczucie, kiedy mówisz sobie „ale to już było”. A więc rogal i karmienie?

4:00 – nie, nic nie słyszę. Rogala nienawidzę, tak, nienawidzę. Sięgam po małą i karmię. Spoglądam na męża z nadzieją, że może doda mi sił, pocieszy? Lecz nie, on się nawet nie ruszył. Jak chrapał tak chrapie, a jak był odwrócony plecami, tak dalej tak leży. Ehh

6:00 – patrz początek posta …

To jest zarys dnia, który Mama Migotka ma praktycznie codziennie. Oczywiście, czasem jest czegoś więcej, czasem mniej, co nie zmienia faktu, że bycie mamą to praca na cały etat, 24 godziny w 7 dni tygodniu, a to nie zawsze jest doceniane. Mój mąż mówi, że bycie mamą to praca, jednak nie wszyscy to doceniają, dlatego uważam, że akcja jest potrzebna, nawet jeśli miałaby ją przeczytać tylko jedna osoba.

Bo my, kurde, nie leżymy w domu na macierzyńskim, tylko pracujemy. O ile tata wraca z pracy i ma wolne, o tyle mama ma wolne dopiero wtedy, kiedy dziecko zaśnie.

Aneta postanowiła zaprosić do akcji wraz z Beatą, kilka mam blogerek, w tym mnie, aby każda z nich napisała swoją ” kartkę z kalendarza”. Oto autorki i ich blogi, które podjęły się udziału w akcji.

⚛️ Oli Loli New life
⚛️ Młoda mama pisze
⚛️ Beztroska Mama
⚛️ Mama po 30tce
⚛️ Jaśkowe Klimaty
⚛️ Kobieca myślodsiewnia
⚛️ Tosia mama
⚛️ Mamatywna
⚛️ Pani Domowa
⚛️ Matka bez kitu
⚛️ Lady Mamma
⚛️ Nowa w wielkim mieście
⚛️ Mama Balbinka
⚛️ Kiedy Mama nie śpi

Jeżeli podoba Ci się pomysł akcji, będziemy bardzo wdzięczne za udostępnienie naszych „kartek w kalendarza”. Pragniemy uświadomić wszystkim, że siedzenie w domu z dzieckiem /dziećmi, jest także formą pracy. Pracy na więcej niż cały etat bo 24 na dobę, siedem dni w tygodniu. Chcemy, aby nikt nam już nie mówił, że nam się nudzi. Że macierzyństwo to sama radość. Przyjemność siedzenia w domu, bez wysiłku fizycznego czy psychicznego. Odwalamy kawał wielkiej roboty i pragniemy tylko, aby postrzegać nas za to co robimy siedząc w domu. Wbrew pozorom, nie leżymy, nie pachniemy. Jesteśmy w biegu i często zamiast pachnieć, pachniemy, ale nieprzyjemnie, nie mówiąc, że brzydko 😉 Padamy ze zmęczenia, ale rano wstajemy. Choć może się walić i palić, my działamy. Każdego dnia, od rana do nocy.

W tym miejscu Mama Migotka chciałaby pozdrowić wszystkie mamy 🙂

  • Widać nasze dni są do siebie podobne 🙂

  • Typowy dzień matki, która w końcu nic nie robi;)

  • Podejście wielce zapracowanych facetów jest okropne, wraca taki z pracy wielce zmęczony i zdziwiony, że kobieta zmęczona siedzeniem w domu :/ Matki nie mają łatwego życia.

  • Rewelacyjna akcja wpisów 🙂 Świetnie to opisałaś 🙂 Znam aż nazbyt dobrze. Ale i tak najlepszym hitem jest hasło: „Ty sobie siedzisz w domku przed telewizorem, a ja muszę pracować!”

  • Super akcja 🙂 Bardzo chętnie u siebie również coś takiego stworzę :))) Na szczęście u nas tatuś lubi chodzić na spacery :)))

  • hahaha:) no tak to niestety wygląda w praktyce…ale z czasem wszystko się ułoży:) pozdrawiam!

    • oby oby! z niecierpliwością czekam na ten moment 🙂

  • Haha, super pomysł na serię wpisów 😀 Mój dzień jest podobny, oczywiście 😉 Taki urlop 😉

    • właśnie … urlop. Ktoś kto nazwał to urlopem, musiał być pewnie facetem 🙂

  • Paulina

    Bardzo fajna akcja 🙂 Co prawda mnie nie dotyczy, ale jak najbardziej jestem świadoma z czym się wiąże bycie mamą i jak najbardziej zgadzam się że to jest praca 24 na dobę, siedem dni w tygodniu. Niektórzy o tym zapominają, dlatego fajnie, że o tym przypominasz 😄

  • Haha bardzo fajna akcja 😀 No właśnie tak to już jest, że bycie mamą to najbardziej czasochłonna praca na świecie!

    • szkoda tylko, że nie liczy się to nam do lat pracy!

  • Nie mam jeszcze dziecka, ale lubi czytać takie wpisy. Twoja kartka z kalendarza mnie urzekła. 🙂

  • Łukasz Kłosiński

    Często fotografuję maluchy na sesjach rodzinnych, jak i również chrzty, często pada z mojej strony pytanie: o której wstajecie? Wtedy rodzice odpowiadają ze śmiechem -Nawet nie nastawiamy budzika! Przeraża mnie trochę wizja takiego życia. Wolę wstawać o 9, przekąsić coś i siadać do pisania 😀

    • racja, bo budzik przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, kiedy masz dziecko 🙂 poza tym, o jakim wstawaniu my mówimy? czasem z dzieckiem to ledwo się położysz, więc o wstawaniu nie ma mowy 😀

  • madulaa

    Święta prawda! Bycie matka to praca 24/7 ! Ale, ale.. Choć mój mały skarb to wielkie wyzwanie, to i tak wolę spędzać czas w ten sposób niż chodzić do pracy. Pracowałam do 8 miesiąca ciąży, pracę zabierałam do domu na wieczory i weekendy. Teraz nie jest łatwiej, ani fizycznie, ani psychicznie.. Ale nareszcie kocham to co robię!! <3

    pozdrawiam, Magda z sasanki.wordpress.com

  • hahaha super wpis:) jakbym czytała o swoim dniu w domu:) Ja od pół roku pracuje w pracy, więc mam kilka godzin”odpoczynku”. Pozdrawiam serdecznie

    • Domyślam się, że w pracy tfu odpoczynku, ładujesz baterie na prace 🙂

  • Widzę, że o tym samych godzinach rozpoczynamy i kończymy nasz dzień – z tym że ja w nocy nie karmię, ale czasem nasza mała w nocy przychodzi do nas do łóżka i już tam do rana śpi (a raczej się wierci 🙂 A mój mąż to też sam z córcią na spacer nie wyjdzie!
    PS. Fajnie widzieć, że wszystkie mamy podobnie 🙂

    • ale Ci zazdroszcze tego nie karmienia! zawsze z tego powodu czuje się jak zombie … 🙂

  • Melduję Gotowość

    Akcja jest potrzebna, bo niektórzy naprawdę nie wiedzą jak dużo pracy jest w domu. Jednak wydaje mi się, że aby być docenionym trzeba również doceniać. Ten wychodzący mąż wcale nie idzie się wylegiwać, czasami ciężko pracuje fizycznie po 12 godzin i nie jest ani trochę doceniony przez swoją żonę. Myślę, że każdy z nas powinien być doceniany, bo nie wiadomo jak my byśmy sobie poradzili w roli tej drugiej osoby.

    • zgadzam się. Powinniśmy się doceniać oboje. Mój mąż mnie docenia, ale nie zawsze, stąd też taki wpis. Poza tym jest taki stereotyp, że kobieta w domu z dzieckiem nic nie robi i nalezy z tym walczyć 🙂

  • Sylwia Antkowicz

    U nas tata również nie lubi sam spacerować z córką, bo i ze mną owszem – czesto. Ale my na szczęście mieszkamy w domku, więc nie musimy dźwigać wózka.

    • zazdroszcze 🙁 chciałam sie przenieść do domu, ale mąż jest starym mieszczuchem …

  • My na spacery wychodzimy całą rodziną 🙂 u mnie mąż też nie wie kiedy mały płacze 😀

    • o jezuuuu to widzę, że to oni mają w swojej naturze …

  • Hahaha, ciekawy dzień, pełen wrażeń! Ja pracuję w domu zawodowo, tzn. wystarczy mi laptop i internet i też wszyscy myślą, że nic nie robię… 😉 Pozdrawiam serdecznie. 🙂

    • no cóż, różnisz się od innych tylko tym, że nie jedziesz do pracy samochodem/komunikacją, jednak robisz to samo jakbyś była w pracy. Wniosek z tego taki, że to droga do pracy świadczy o naszej pracowitości 🙂

  • Na spacery to akurat u nas Tatko bardzo chętnie wychodzi…byle tylko nie musieć robić innych rzeczy typu zmywanie naczyń 😉

  • Claudia Pudernik

    Wow 🙂 ileż się w Twoim życiu dzieje 😀
    Haha ja mam tak statecznie. Chyba czas na dziecko 😀 !

  • U nas na spacery to całkiem chętnie wychodzi, zwłaszcza jeśli widzi na horyzoncie niebezpieczeństwo wykonania innych obowiązków domowych jak pranie czy mycie okien 😉

  • Taaak, odnalazłam plan swojego dnia w Twoim wpisie 🙂 Dzień jak co dzień

  • Najlepsze, że na macierzyńskim, to nawet sobota wyglada jak poniedziałek i mieszają się dni. Ale co to dla nas 😉

  • Podziwiam <3 czasem jakbym rozpisal u siebie plan dnia wyszły by z 3 linijki :p

  • Wczoraj czytałam recenzję innej mamy z tej blogowej akcji 🙂 Fajny pomysł 😉 Jestem mamą na wychowawczym i dobrze znam taki rozkład dnia od podszewki 😉

  • Guesswhatpl

    To jest dopiero precyzyjny organizer, inne babeczki powinny się uczyć od Ciebie 😉

  • Wpis bezpretensjonalny, zabawny, a przy tym tak bardzo potrzebny! Trzeba o tym mówić i ukrócić to szkodliwe gadanie o nicnierobieniu kobiet w domu. Serdeczności 🙂

  • Ciekawe ile tatuś by wytrzymał tego mamusinego „wypoczynku”

    • czasem po godzinie przychodze a tatuś ma oczy czerwone, zmęczone i wyczerpane 😀 biedny tatuś 🙂

  • Joanna Kra

    Ja właśnie ostatnio się spytałam ile by dał radę i podałam kilka rzeczy , z których kobieta musi zrezygnować, to przestał mówić że tak fajnie jest 😉

  • Mój mąż zaraz po porodzie przekonał się co znaczy być w domu z dzieckiem i żoną która nie może wstawać. maluch na butelce więc nie było wymówek, po dwóch tygodniach błagał o powrót do pracy aja nigdy nie usłyszałam że siedzę w domu 😉

  • Jestem pod wrażeniem, ile dobrych słów zbiera mój pomysł 🙂 nie wiedziałam, że leci dalsza część wspaniałego stulecia! Dzięki za info!

  • To już trzeci wpis jaki czytam w ramach tej akcji😊Powiem Ci, że zabiegany masz dzień, a w zasadzie noc. Ja kładę syna znacznie wcześniej – kąpiel ma o 19, o 20 śpi. Wtedy pracuje nad blogiem, a serial oglądamy tak max o 22. Jak chodzę spać o 24 to rano jestem nieżywa! Masz naprawdę długi dzień!

  • Wczytałam się w treść, naprawdę świetna organizacja dnia z dzieckiem. Najbardziej jednak przeraziła mnie wizja poranka.

  • Ewa Wlaźlik

    Ciekawa akcja. eh jak ten czas szybko leci będąc mamą 😉 dziękuję za pozdrowienia i również mocno ściskam 😉

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Już na którymś blogu to piszę, ale ta akcja jest naprawdę świetna 🙂 Dzięki niej czuję, że nie jestem sama w tym swoim „nicnierobieniu” 😉

  • Ciarki mnie przeszły, aż chciałam Ci napisać : Zadzwoooń to wpadnę i Ci pomogę !

  • To już kolejny post z Waszej „serii” – super pomysł! A akcja wpisu tak wartka, że ledwo zaczęłam czytać, a już skończyłam 😉

  • Haha, ja już zapomniałam jak to było! Ale w nocy na szczęscie nie musiałam wstawać – karmił mąż z butelki.

  • Muszę przyznać, że ta seria jest super. Mi do zostania ojcem jeszcze trochę pozostało, ale to wstawanie w nocy to jest katorga. Praktycznie co dwie godziny. Muszę mamie podziękować, bo ja to siebie bym pewnie sprzedał. 🙂

  • Pingback: Kryzys macierzyński |()

  • Dla mnie najgorsze w macierzyństwie jest poranne wstawanie. Nic mnie tak nie męczy. Ani noszenie, ani spacery z dwójką, ani nocne karmienia (zwłaszcza od kiedy dziecko zabrałam do łóżka i karmię w półśnie). Ale jak o 5 rano dziecko informuje mnie, że już się wyspało i chce się bawić, to mam ochotę walnąć głową w ścianę :/

  • Super pomysł na akcję pokazująca realia codziennych zmagań wszystkich matek

  • Bardzo dobrze, że pokazuje się takie „kartki”, może inni zrozumieją, co tak naprawdę (nie)robi kobieta w domu z dzieckiem 😉