Za oknem pojawia się pierwsze, wiosenne słońce, które kusi swoim ciepłem i mówi „wyjdź do mnie”. Człowiek wygląda przez okno i stwierdza, że faktycznie, wyjść trzeba, więc co robi? cienka kurtka, okulary przeciwsłoneczne i wychodzimy do ludzi. Tylko hola hola, macierzyństwo polega też na tym, że z mamusiami chodzą też ich małe pociechy, stąd towarzystwo mojej córki jest wręcz konieczne. Ubieramy, wsadzamy do gondoli i wychodzimy na tą zdradliwą pogodę. Mała w gondoli się wierci, bo jej ciepło, a wtedy nie trudno o chorobę. I tak o to, Rodzina Muminków zmierzyła się z pierwszą chorobą, jakim jest przeziębienie dziecka! i tutaj muszę od razy sprostować, że w przypadku choroby dziecka, nie choruje tylko dziecko, lecz cała rodzina muminków. W jaki sposób? Zacznijmy od Taty Muminka.

Tata Muminka. Zacznę od tego, że nasz jedyny osobnik płci męskiej, zawsze przy włączaniu komputera i logowaniu się na swoim koncie, na stronie logowania ma tapetę, która ustawia się automatycznie, systemowo i wybiera losowy obrazek. U taty muminka, tym obrazkiem (tapetą) jest leniwiec. Dla przypomnienia, leniwiec wygląda tak:

Znalezione obrazy dla zapytania leniwiec

I to jest dokładnie te zdjęcie, które ustawiło się na pulpicie u taty muminka. I wiecie co? coś w tym jest! te zdjęcie samo z siebie się nie ustawiło. A przyrzekam, że ja tam nic nie majstrowałam! ale wracając do tematu. Małe dziecko jak choruje, to wymaga więcej uwagi, towarzystwa. I niestety, chore dziecko z leniwcami nie ma po drodze. Tata Muminek z Mamą Migotką umówili się na „dyżury” przy dziecku, zmiana co 1,5h. Przychodzi wieczór, mała zasypia, jednak dalej jest niespokojna. Kaszel, zatkany nos i trzymanie za rękę. Jednym słowem „czuwanie”. Pierwsza zmiana i … Tata Muminek zasypia. Tak leniwiec zabiera się do roboty 😀

Mały bobas i Mama Migotka. Jakiś czas temu, kiedy to mną się opiekowała moja mama, narzekałam że tak mi „matkuje”. Wtedy mi powiedziała „będziesz miała swoje dziecko to zrozumiesz”. I to są te momenty, kiedy zderzam się z takimi sytuacjami, kiedy słyszę w głowie takie szydercze „a nie mówiłam?”. Widok chorego dziecka jest dla matki czymś okropnym. Tak wiem, istnieją na świecie gorsze sytuację, ale widok mojego dziecka zakatarzonego, z opuchniętymi oczami i z głośnym kaszlem to coś, co bym chciała szybko wymazać w pamięci. Coś, co dla mnie jest trudne do zniesienia w chorobie, kiedy oddycham przez usta a nie przez nos, dla dziecka jest zapewne bardzo męczące, bo to właśnie nosem oddycha takie małe dziecko. I tak, teraz rozumiem te „matkowanie”, kiedy matka zrobi wszystko, aby ulżyć swojemu dziecku.

Choroba dziecka, to jest ogromny wysiłek dziecka jak i matki. Zuzia, kiedy zaczęła chorować, miała typowe „marudzenie”. Ale co się dziecku można dziwić, przecież u nas choroby też powodują marudzenie. Dodatkowo dziecko mniej je, co zapewne skutkiem jest zatkanego nosa, które powoduje złość podczas karmienia, a Zuziek do spokojnych nie należała. To co potrzebowałam opanować to zrozumienie i cierpliwość dla dziecka, jeszcze większą niż opanowałam wcześniej, ponieważ jak już wspomniałam, chore dziecko wymaga trochę więcej. Sytuacja była o tyle trudna, że nawet noszenie nie pomagało. Poza tym jak nosić dziecko, kiedy mleko w piersiach buzuje, a to do przyjemnych uczuć nie należy. I koło się zamyka. Jedynie co mogłam robić, to kiedy Zuziek się uspokoiła, usiąść, położyć ją lekko na kolanach i tak w rożku usypiać. Potem przyszedł czas na odłożenie do łóżeczka, jednak po pięciu minutach Zuziek się budził i sytuacja się powtarzała. Dlatego, dziś mija piąty dzień, a ja czuje się jak totalny wrak człowieka. Kręgosłup boli, piersi mlekiem strzelają, ale nagrodą dla mnie jest to, że kataru jest coraz mniej, a Zuziek od trzech dni nie była „rozpalona”. Oczywiście poprawa zdrowia nie przyszła sama, trzeba było temu pomóc, lecz to już materiał na kolejny post. Teraz mama leci przytulać Zuziaka 🙂

Blog ostatnimi czasy został odłożony na dalszy plan. Trochę mi smutno, jednak są rzeczy ważne i ważniejsze. A dla rodziny Muminków, zdrowie Zuziaka jest najważniejsze 🙂

Oczywiście podczas choroby, dziecko nie traci humoru, co widać na zdjęciach! (mama tylko gorzej wygląda 🙂 )

  • Izabela Kłak

    choroby nie widac na zdjeciach 😉 prawda ze choruje cala rodzina.. 🙁 dopiero w sobote pozbylismy sie przeziebienia wiec dla was tez duzo zdrowka 🙁

    • tak, chorobe to ona dobrze kamufluje 🙂
      Dziekujemy!

  • Typowa Anna

    Wygląda na szczęśliwą 🙂 Był taki mem, że nawet z małym katarkiem u niemowlaka, leci się do lekarza 😀

    • haha byłam też i ja 😀 ale tak to się dzieje, kiedy ma sie pierwsze dziecko 😀

  • Teraz, gdy w moim domu dwójka, mogę zdecydowane powiedzieć, że przeziębione maleństwo jakoś mnie działa na całą rodzinę niż przeziębiony pierwszoklasista – ten na skali marudzenia wyznacza nowe limity;) dobrze, że się zmieniacie i dobrze, że to tylko przeziębienie (oby jak najszybciej przeszło), ale jeśli masz okazje uciec na kilka chwil albo też pobyć jak ten leniwiec, to korzystaj <3

    • czyli etap pierwszoklasisty jest gorszy? dzięki za info! 🙂

  • Gosia

    Zdrówka kochani choć po zdjęciach nie widać zupełnie by coś jej dokuczao, jak widać od małego jest odporna na skutki złego samopoczucia. Buziaki

    • tak, czasem miała momenty smiechu i radości 🙂

  • Super dzieciaczki

    Jak moje zaczynają chorować, to sama czuję się jakbym była chora ze zgryzoty. Zdrówka 🙂

  • Agnieszka Walkowiak

    Dużo zdrowia dla Was!

  • Ależ ona słodka i urocza mimo choroby! a choroba dziecka to niestety zawsze męczące doświadczenie – oby nie spotykało Was to często. Zdrówka!

  • W ogóle nie wygląda, jakby chorowała – mały zuch! 🙂

  • Melduję Gotowość

    Najważniejsze, że małej humor wciąż dopisuje 😉 Życzę dużo zdrowia i siły.

  • Marta Zając

    Ależ macie cudowną córeczkę!!:) Pogodna mimo przeziębienia. Życzę Wam dużo zdrówka, niech choróbska trzymają się od Was z daleka:)

  • Ojej współczuję że chorujecie. Oby zuziakowi jak najszybciej przeszło. Ja przy tej pogodzie strasznie się martwię czy nie przeziebie swojego malucha… tym bardziej że jeszcze nie mam sobie końca rozeznania w tym jak ja ubierać. Ciągle się boję że jest jej za zimno albo za gorąco. W dodatku ciągle pan tata nas wrabia, bo jako jedyny osobnik regularnie wychodzący pytam go o temperaturę. I tym sposobem przemarzlam na kość jak była ulewa i lodowato wiatr i prawie się ugotowalam jak było ponad 20 stopni… i jeszcze martwię się że nie rozpoznam choroby u małej, że nie zauważe. Ale zapewnie nie da się tego nie zauważyć, więc to tylko takie głupie myśli świeżej mamy xp zdrówka wam życzę i nie chorujcie więcej

  • Oj ciężkie jest dla rodziców chorowanie maluchów, tyle niepokoju i lęku. Dużo zdrówka dla Zuzi i sił dla rodziców 😊

  • My chorujemy non stop. Własnie święta spędzamy w sanatorium nad morzem. Blog stoi odłogiem, życie sanatoryjne z dwójką chorych maluchów wypełnia nam dni po brzegi – nie ma na nic czasu poza zabiegami, spacerami itp. Zdrowia życzę dla dzieci i sił dla rodziców, bo wiem ile wysiłku takie chorowanie kosztuje, a już najgorzej jak rodzice też poddadzą się bakteriom dziecięcym, co niestety u nas równie często się zdarza….

  • Dominika Rygiel

    Mój starszak, przez pierwsze trzy lata życia nie chorował w ogóle. Za to potem nastąpił istny armagedon! Młodszy łapie teraz wszystko za starszym, czasem bywa ciężko, to fakt. Najgorsze są noce, kiedy gorączkują lub mają duszący kaszel krtaniowy. Pocieszam się jednak, ze prędzej czy później z tego się wyrasta i co nas nie zabije to nas wzmocni 😉 Dużo zdrówka dla maluszka!

  • Elwira Zbadyńska

    Zdrówka i sił! A leniwiec boski 😉

  • Ewa Dratwińska

    Zdróweczka dla Zuzi 🙂 Pamiętam pierwsze przeziębienie mojej Majci, jak miała 4 miesiące. Katar, załzawione oczka i bidulka bardzo się męczyła. Natomiast dobry humor też jej nie omijał 🙂 Szkoda, że dorośli tak nie potrafią cieszyć się mimo wszystko 😉 Pozdrawiam!

    • i szkoda, ze dorośli nie mogą zabrać tego przeziębienia od dziecka dla siebie! 🙂

  • Chciałabym pocieszyć…ale jeszcze wiele takich dni i nocy przed nami, Mamami…
    Zdrowia jak najwięcej i sił dla Ciebie 🙂

  • Mojego Jaśka pierwsza choroba dopadła kiedy miał 6 dni, zaraz po przyjściu ze szpitala z którego to przynieśliśmy przeziębienie. Katar dla takiego malucha to utrapienie, pamiętam ile się wtedy martwiłam. A dla Was zdrówka!

  • Oj doskonale cię rozumiem. Też już mamy za sobą pierwsze przeziębienie 😷 na szczęście szybko minęło i obyło się bez leków. Ale stres matki jest nie do opisania. Dopiero teraz rozumiem co czuła moja mama